Świetny ,,Giza", trener wierzy w kapitana

Reklama

Żużlowcy Litex MDM Polcopper Ostrovia pokonując dzisiaj zespół Kolejarza Rawag Rawicz 54:36 zanotowali drugie w tym sezonie zwycięstwo na pierwszoligowych torach. Kibiców biało-czerwonych ucieszył kapitalny debiut Denisa Gizatullina. Martwić za to może postawa Mariusza Staszewskiego.
 

Dla Denisa Gizatullina piątkowy mecz był debiutem w ekipie Litexu w obecnym sezonie. - Porozmawiamy o wszystkim na spokojnie po ostatnim wyścigu - powiedział nam ,,Giza” dwie godziny przed rozpoczęciem zawodów. Wtedy siedział skupiony w parkingu. Ten mecz rozpoczął się dla niego już wtedy. Rosjanin był maksymalnie zmobilizowany, skoncentrowany i przygotowany. Wiedział, że musi pokazać kawał dobrego żużla, żeby zyskać sympatię trenera Widery oraz ostrowskich kibiców. Gizatullin jeździł wybornie. Był szybki na starcie oraz dystansie. Rywala mogli oglądać jego plecy, bowiem wygrywał w bardzo wyraźny sposób. Pokonał go jedynie Mariusz Puszakowski, który znalazł sposób na Rosjanina w dziesiątym biegu. 14 punktów na koncie ,,Gizy” to znakomity wynik. Rosyjski zawodnik, bardzo mocno wspierany przez braci Garcarków, dopiero po spotkaniu przyznał, że w nocy poprzedzającej mecz nie zmrużył nawet oka! - W czwartek miałem spotkanie ligi rosyjskiej w Saławacie - opowiadał nam Gizatullin. - Po tym meczu szybko jechałem do Ufy, a o trzeciej nad ranem musiałem już być na lotnisku. O śnie nie było żadnej mowy. Na domiar złego samolot miał opóźnienie. No i przez to przeżywałem nerwowe chwile w Moskwie, gdzie miałem przesiadkę. Na szczęście zdążyłem i doleciałem do Krakowa. To były takie złego miłego początki. Cieszę się ogromnie, że udało mi się tak dobrze pojechać. Bardzo dziękuję braciom Garcarkom, bo ich pomoc jest dla mnie bezcenna.
Cztery punkty plus trzy bonusy wywalczył dzisiaj Władimir Borodulin, który też musiał sporo przelecieć, żeby dotrzeć do Ostrowa. Jego podróż rozpoczęła się o godzinie 4 nad ranem. Przez Moskwę i Sankt Petersburg dotarł do Berlina i stamtąd został przetransportowany do Ostrowa. ,,Wowa” znalazł się w składzie w trybie awaryjnym w miejsce kontuzjowanego Madsa Korneliussena. Rosjanin walczył ambitnie, ale widać, że potrzebuje jeszcze czasu, żeby być w optymalnej formie.
Największym zmartwieniem jest z kolei postawa Mariusza Staszewskiego. Kapitan biało-czerwonych ma wielkie serce do walki, ale póki co nie może dojść do ładu ze swoim sprzętem. To widać na torze, gdzie ,,Stachu” jest wyraźnie wolniejszy od rywali. W tym derbowym starciu uzbierał cztery punkty w czterech startach. - Wciąż wierzę w Mariusza - mówi trener Widera. - Nie odstawiam go od drużyny. Jedzie z nami do Grudziądza, gdzie bardzo na niego liczę. Mariusz popracuje przy sprzęcie i wiem, że pokaże swoją klasę.
 

Komentarze

Serwis WLKP24.info do swojego działania wykorzystuje pliki cookies. Stosujemy je, aby zapewnić Państwu jak największą wygodę korzystania z funkcjonalności naszego portalu.

Jeżeli zgadzają się Państwo na korzystanie z cookies przez nasz portal, prosimy o kliknięcie przycisku "Akceptuję". Jeśli nie akceptują Państwo takiego działania, należy zmienić ustawienia cookies w swojej przeglądarce.

Akceptuję

Przeczytaj naszą politykę cookies