Wymarzony debiut

Reklama

Filip Marach zanotował bardzo udany debiut w barwach Litex MDM Polcopper Ostrovia. W niedzielnym spotkaniu przeciwko Lubelskiemu Węglowi utalentowany 17-latek pojawił się na torze trzykrotnie. Wywalczył pięć punktów. Swoją postawą błyskawicznie zaskarbił sobie sympatię kibiców, którzy liczą, że trener Michał Widera będzie na niego stawiał także w kolejnych meczach.
 

Dla Filipa Maracha ten niedzielny pojedynek był drugim ligowym w karierze. Przed rokiem debiutował jako gość w barwach drugoligowego KSM-u Krosno. W meczu przeciwko rawickiemu Kolejarzowi wystartował w trzech biegach drużyny Ireneusza Kwiecińskiego. Dwa razy był wykluczony, raz przyjechał do mety na trzeciej pozycji.
W niedzielę 17-latek wreszcie pojawił się w składzie Ostrovii. Wypadł doskonale. W kapitalnym stylu wygrał bieg juniorski. - Kluczem do wszystkiego był start - opowiada nam zawodnik biało-czerwonych. - Jak już byłem na czele stawki to nie oglądałem się za siebie. Gnałem do przodu. Później czułem wielką radość, bo to przecież moje pierwsze zwycięstwo. To zadowolenie mnie chyba zdekoncentrowało, bo drugi wyścig nie był dla mnie tak udany.
Po raz kolejny ostrowskich fanów czarnego sportu zaskoczył w ósmym biegu. Wtedy Filip Marach potrafił przedrzeć się na drugie miejsce. Jechał przed Pawłem Miesiącem, który zaciekle atakował juniora Ostrovii. Zawodnik gości robił, co tylko mógł. ,,Fifi” jechał jednak bezbłędnie, sięgając po cenne dwa punkty. - Myślę, że pojechałem na miarę oczekiwań - mówi wychowanek Unii Leszno, który żużlowy certyfikat otrzymał w 2011 roku. - W sobotę po treningu byłem zadowolony z jazdy. Po powrocie do domu tak szybko spać nie poszedłem. Trzeba było przygotować sprzęt. Spać kładłem się koło trzeciej w nocy. Dużo myślałem o tych zawodach. Bardzo chciałem udowodnić, że warto na mnie stawiać.
Filip Marach jest idealnym przykładem leszczyńskiej szkoły żużla. Widząc tego zawodnika na torze kibice, którzy znają się na tym sporcie od razu zauważą po sylwetce i sposobie jazdy, że jest to żużlowiec rodem z Leszna. Filip Marach bardzo przypomina Damiana Balińskiego, wieloletniego lidera ,,Byków”. - Już kilka osób mówiło mi o tym - przyznaje. - Po dzisiejszym meczu żadna ,,sodówka” mi nie grozi. Wiem, że to tylko jeden mecz. Mam tego pełną świadomość. Chcę być dobrym zawodnikiem, ale przede mną mnóstwo ciężkiej pracy. Zdaję sobie z tego sprawę. Zrobię wszystko, żeby iść do przodu.
 

Komentarze

Serwis WLKP24.info do swojego działania wykorzystuje pliki cookies. Stosujemy je, aby zapewnić Państwu jak największą wygodę korzystania z funkcjonalności naszego portalu.

Jeżeli zgadzają się Państwo na korzystanie z cookies przez nasz portal, prosimy o kliknięcie przycisku "Akceptuję". Jeśli nie akceptują Państwo takiego działania, należy zmienić ustawienia cookies w swojej przeglądarce.

Akceptuję

Przeczytaj naszą politykę cookies