Blues w trzech odsłonach - Pierwszy dzień Jimiway'a za nami

Reklama

Blues konserwuje, blues daje energię, blues daje dobre samopoczucie - mówił redaktor Jan Chojnacki, rozpoczynając 22. Jimiway Blues Festiwal. Pierwszego dnia na scenie Ostrowskiego Centrum Kultury zagrali Why Ducky, Mr. Blues & Soul Re-Vision oraz amerykanin Nick Moss z zespołem. Gościem specjalnym pierwszego zespołu był... Benek Kunicki. Jako wokalista.

Tegoroczną edycję bluesowego festiwalu otworzył zespół Why Ducky z Ciechanowa, który zagrał na początek "Who knows" Jimmiego Hendrixa, tym razem w wersji instrumentalnej. - W końcu jesteśmy tutaj, zawsze o tym marzyłem - mówił ze sceny Stanisław Antośkiewicz, wokalista 9-osobowej grupy, która zaserwowała publiczności sympatyczną mieszankę bluesa, rocka i funky, a nawet niekiedy jazzu, wszystko z elementami to energii, to nostalgii okraszonej dźwiękami sprawnej sekcji dętej i dyskretną harmonijką ustną.
Niespodzianką dużego kalibru było zaproszenie na scenę Benka i Oskara Kunickich, którzy zagrali z Why Duck'ami autorskie utwory Fire Band. Okazało się, że mimo 10-letniej przerwy Benek wokalnie dał radę - utworami "Kolor tęczy" i "Z bluesem w świat", odświeżając wspomnienia wielu wiernym fanom ostrowskiego bluesa.
 
Po "łajdakach" z Ciechanowa na scenę wyszli muzycy z poznańskiej grupy Soul Re-Vision z energicznym frontmanem Krzysztofem Rybarczykiem czyli Dr. Bluesem, który wokalnie (i nie tylko) rozkręcił ostrowską publiczność. Tu - znowu duży, wzbogacony o sekcję dętą i organy hammonda - skład przypomniał klimaty czarnego bluesa, soulu i rhytm'n'bluesa rodem z lat 60. ubiegłego wieku.
Koncert zespołu Dr. Blues and Soul Re-Vision to głównie odświeżone standardy bluesowe i soulowe, podane lekko, z dużą charyzmą. Zespół - tak, jak legendarni Blues Brothers - przypomniał publiczności, że muzyka bluesowa to nie tylko smętne zawodzenie, ale też energia i radość ze wspólnego grania.
 
Gwiazdą piątkowego wieczoru był amerykański gitarzysta i wokalista Nick Moss.  "Jeśli nie jesteś pewien przyszłości bluesa, posłuchaj Nicka Moss`a. To właśnie on jest tym, który zachowuje najlepsze, najczystsze i najbardziej szczere dźwięki Chicago" - pisał o tym artyście Guitar One Magazine. Koncert Nicka Mossa, po głośnym, nabuzowanym energią Dr Bluesie był dla publiczności swoistym wyciszeniem, co nie znaczy, że artysta grał cicho, bo jego długie gitarowe solówki świdrowały zmysły. Amerykański bluesman zagrał zarówno utwory z nowej płyty "Here I Am", jak i starsze kompozycje. Nie można też nie wspomnieć o bardzo klimatycznej barwie głosu artysty, która obok świetnych muzyków dopełniła chicagowskiego klimatu koncertu. W pewnym momencie na scenie pojawiła się też sobotnia gwiazda wieczoru - Curtis Salgado, który zaśpiewał i zagrał z Nickiem na harmonijce.
Pierwszy dzień festiwalu poprowadził znany z radiowej Trójki Jan Chojnacki, a po koncertach na dużej scenie impreza przeniosła się na małą scenę na tradycyjne jam session.
 
Agnieszka Kurzawa

Komentarze

Serwis WLKP24.info do swojego działania wykorzystuje pliki cookies. Stosujemy je, aby zapewnić Państwu jak największą wygodę korzystania z funkcjonalności naszego portalu.

Jeżeli zgadzają się Państwo na korzystanie z cookies przez nasz portal, prosimy o kliknięcie przycisku "Akceptuję". Jeśli nie akceptują Państwo takiego działania, należy zmienić ustawienia cookies w swojej przeglądarce.

Akceptuję

Przeczytaj naszą politykę cookies