Nekrologi

Helena Piskorska


* 16.05.1905   ✝ 17.10.2010


Helena Piskorska przez wiele lat była najstarszą mieszkanką Ostrowa Wielkopolskiego. Urodziła się 16 maja 1905 roku w Jutrosinie. Już w wieku dziesięciu lat straciła oboje rodziców i musiała ciężko pracować na gospodarstwie.  Od 1933 roku mieszkała w Ostrowie. Pod koniec 1938 roku, kiedy jej mąż, urzędnik państwowy otrzymał awans, rodzina na krótko przeprowadziła się do Kalisza. Kiedy na początku września 1939 roku zapadła decyzja o ewakuacji, Piskorscy otrzymali pół wagonu towarowego. Pani Helena spakowała cały dobytek w dwa ogromne kosze i parę walizek. Podczas podróży pociąg był często ostrzeliwany przez niemieckie samoloty. W czasie jednego z nalotów, 5 września pod Zduńską Wolą, zginął najstarszy, 8-letni syn pani Heleny. W Niesułkowie, 5 km za Strykowem, rodzina schroniła się, wraz z innymi uciekinierami, w ziemiance. Po otoczeniu  przez nieprzyjaciela, wszystkich wyprowadzono na szosę i oznajmiono, że zostaną rozstrzelani. Miała to być kara za strzały, które padły od strony ziemianki w kierunku jednego z niemieckich żołnierzy. Pani Helena doskonale znała język niemiecki, gdyż szkołę powszechną ukończyła jeszcze w zaborze pruskim. Postanowiła nie poddawać się tak łatwo i podjęła dyskusję z niemieckim dowódcą. Pluton egzekucyjny już był gotowy, a dramatyczne negocjacje trwały długo. Tak długo, że w pewnym momencie nadleciały polskie samoloty i wszyscy w popłochu rozbiegli się. Powstało ogromne zamieszanie, w którym skazańcy rzucili się do ucieczki. Zdołali przedostać się do pobliskiego lasu i ukryć się tam. Helena Piskorska swoją stanowczością przyczyniła się do uratowania ponad 20 osób.W swoim życiu przeprowadzała się kilkanaście razy. Kolejne przystanki  w jej życiorysie to m.in. Jutrosin, Ostrzeszów, Kępno, Kalisz i Ostrów. W 1968 roku zmarł jej, starszy o 7 lat, mąż. Nawet w bardzo podeszłym wieku mieszkała sama, twardo trzymając się zasady, że dzieci nie powinny mieszkać pod jednym dachem z rodzicami. Nie czuła się jednak samotna, bo każdego dnia po kilka razy zaglądali do niej dwaj synowie. Codziennie przychodziły też pielęgniarka i opiekunka. Nawet zmagając się z dolegliwościami zdrowotnymi  często się uśmiechała i zawsze okazywała życzliwość swoim najbliższym i gościom, którzy ją odwiedzali. W rozmowowach zawsze była bardzo optymistycznie nastawiona do życia. Ciągle podkreśla, że najważniejsze są zdrowie i uczciwość. Pani Helena żyła 105 lat, 5 miesięcy i jeden dzień. Zmarła w Ostrowie 17 października 2010 roku. Do swoich ostatnich dni była sprawna intelektualnie. Pochowana została w rodzinnym grobowcu na starym cmentarzu przy Placu Bankowym. - Często mama pytała mnie dlaczego tak długo żyje. Zawsze odpowiadałem jej, że być może jest to nagroda za uratowanie tylu istnień ludzkich - wspomina syn,  Czesław Piskorski.
 

PRZECZYTAJ CAŁY ARTYKUŁ


Helena Piskorska przez wiele lat była najstarszą mieszkanką Ostrowa Wielkopolskiego. Urodziła się 16 maja 1905 roku w Jutrosinie. Już w wieku dziesięciu lat straciła oboje rodziców i musiała ciężko pracować na gospodarstwie.  Od 1933 roku mieszkała w Ostrowie. Pod koniec 1938 roku, kiedy jej mąż, urzędnik państwowy otrzymał awans, rodzina na krótko przeprowadziła się do Kalisza. Kiedy na początku września 1939 roku zapadła decyzja o ewakuacji, Piskorscy otrzymali pół wagonu towarowego. Pani Helena spakowała cały dobytek w dwa ogromne kosze i parę walizek. Podczas podróży pociąg był często ostrzeliwany przez niemieckie samoloty. W czasie jednego z nalotów, 5 września pod Zduńską Wolą, zginął najstarszy, 8-letni syn pani Heleny. W Niesułkowie, 5 km za Strykowem, rodzina schroniła się, wraz z innymi uciekinierami, w ziemiance. Po otoczeniu  przez nieprzyjaciela, wszystkich wyprowadzono na szosę i oznajmiono, że zostaną rozstrzelani. Miała to być kara za strzały, które padły od strony ziemianki w kierunku jednego z niemieckich żołnierzy. Pani Helena doskonale znała język niemiecki, gdyż szkołę powszechną ukończyła jeszcze w zaborze pruskim. Postanowiła nie poddawać się tak łatwo i podjęła dyskusję z niemieckim dowódcą. Pluton egzekucyjny już był gotowy, a dramatyczne negocjacje trwały długo. Tak długo, że w pewnym momencie nadleciały polskie samoloty i wszyscy w popłochu rozbiegli się. Powstało ogromne zamieszanie, w którym skazańcy rzucili się do ucieczki. Zdołali przedostać się do pobliskiego lasu i ukryć się tam. Helena Piskorska swoją stanowczością przyczyniła się do uratowania ponad 20 osób.W swoim życiu przeprowadzała się kilkanaście razy. Kolejne przystanki  w jej życiorysie to m.in. Jutrosin, Ostrzeszów, Kępno, Kalisz i Ostrów. W 1968 roku zmarł jej, starszy o 7 lat, mąż. Nawet w bardzo podeszłym wieku mieszkała sama, twardo trzymając się zasady, że dzieci nie powinny mieszkać pod jednym dachem z rodzicami. Nie czuła się jednak samotna, bo każdego dnia po kilka razy zaglądali do niej dwaj synowie. Codziennie przychodziły też pielęgniarka i opiekunka. Nawet zmagając się z dolegliwościami zdrowotnymi  często się uśmiechała i zawsze okazywała życzliwość swoim najbliższym i gościom, którzy ją odwiedzali. W rozmowowach zawsze była bardzo optymistycznie nastawiona do życia. Ciągle podkreśla, że najważniejsze są zdrowie i uczciwość. Pani Helena żyła 105 lat, 5 miesięcy i jeden dzień. Zmarła w Ostrowie 17 października 2010 roku. Do swoich ostatnich dni była sprawna intelektualnie. Pochowana została w rodzinnym grobowcu na starym cmentarzu przy Placu Bankowym. - Często mama pytała mnie dlaczego tak długo żyje. Zawsze odpowiadałem jej, że być może jest to nagroda za uratowanie tylu istnień ludzkich - wspomina syn,  Czesław Piskorski.
 

ZŁÓŻ KONDOLENCJE

Serwis WLKP24.info do swojego działania wykorzystuje pliki cookies. Stosujemy je, aby zapewnić Państwu jak największą wygodę korzystania z funkcjonalności naszego portalu.

Jeżeli zgadzają się Państwo na korzystanie z cookies przez nasz portal, prosimy o kliknięcie przycisku "Akceptuję". Jeśli nie akceptują Państwo takiego działania, należy zmienić ustawienia cookies w swojej przeglądarce.

Akceptuję

Przeczytaj naszą politykę cookies